×
QA trends 2019 PL miniatura

Pobierz nasz raport i bądź na bieżąco z najnowszymi trendami QA, Cyberbezpieczeństwa, IoT czy DevOps!

POBIERZ

Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o wydajności swojej strony

Wydajność

Chyba każdy właściciel strony, sklepu lub aplikacji, choć raz w życiu usłyszał, że o ich wydajność warto dbać. Ot, chociażby w kontekście czasu ładowania strony – jak dowiódł Amazon, opóźnienie ładowania o zaledwie 0,1 sekundy powoduje aż 1% spadku sprzedaży.

Pytanie brzmi: skoro nawet tacy giganci handlu jak Jeff Bezosa, drżą już przed najmniejszymi problemami związanymi z wydajnością, cóż pozostaje właścicielom małych, średnich lub całkiem sporych, lecz wciąż nieporównywalnie mniejszych od Amazonu, przedsiębiorstw? Jak to co: testowanie i optymalizacja! Dziś porozmawiamy o tym, dlaczego warto testować wydajność, jakie są rodzaje testów wydajności i co zrobić w sytuacji, gdy dojdzie już . Zaczynajmy!

Dlaczego warto dbać o performance? Kilka liczb na początek

0,1 sekundy równające się jednemu procentowi spadku sprzedaży brzmi szokująco, a

 to wciąż nie jedyna liczba, którą warto znać w kontekście wydajności. Przyjrzyjmy się też innym:

  • Już jedna sekunda opóźnienia w ładowaniu strony skutkuje 11% mniej odwiedzin strony, 16% spadkowi satysfakcji u klienta, 7% strat w konwersji;
  • 53% użytkowników mobilnych opuszcza stronę, jeśli ładuje się ona dłużej niż trzy sekundy;
  • 52% użytkowników twierdzi, że czas wczytywania strony wpływa na ich lojalność wobec serwisu;
  • 51% klientów porzuca koszyki, gdy strona wolno się ładuje;
  • 79% kupujących online deklaruje, że nie dokona ponownie zakupów w danym sklepie, jeśli korzystając z niego napotkały problem z ładowaniem się strony;
  • 44% z nich opowie o sytuacji znajomym lub wystawi negatywną opinię online;
  • 43% konsumentów niezadowolonych z wydajności strony mobilnej dokona zakupów u konkurencji.

Źródło: marketoonist.com

Jak widać, zaniedbując kwestie wydajności swojej strony lub aplikacji, ryzykujesz:

  • niższym współczynnikiem konwersji,
  • niezadowoleniem użytkowników,
  • wzrostem wskaźnika odrzuceń (bounce rate),
  • tym, że użytkownicy będą rzadziej powracać na Twoją stronę oraz będą mniej skorzy do zarekomendowania jej swoim znajomym…

… a to wszystko przekłada się na realne straty finansowe.

Peaki zakupowe – te przewidywalne bardziej, mniej i zupełnie nieoczekiwane

“Jasne, ale mnie ten problem nie dotyczy!” – odpowiesz nam na powyższe liczby – “moja strona/sklep/aplikacja bez problemu radzi sobie z codziennym ruchem, dzięki czemu mogę spać spokojnie”. Błąd!

To prawda, że ruch na stronie zazwyczaj rośnie stopniowo (sklep zdobywa nowych klientów, aplikacja przyciąga coraz więcej użytkowników itd.), przez co jeśli strona sprawnie go obsługuje, możesz mieć mylne wrażenie, że teraz wszystko jest OK i tym samym temat wydajności spokojnie może poczekać – wrócisz do niego, gdy ruch na stronie znacząco wzrośnie. To niekoniecznie dobry pomysł. Doświadczeni przedsiębiorcy wiedzą, że sprzedaży zwykle nie da się opisać za pomocą łagodnie i systematycznie rosnącej krzywej (a szkoda).

Bywają momenty, gdy ruch na stronie gwałtownie rośnie. Pierwszy przykład z brzegu: Black Friday. Skuszeni promocjami klienci szturmują sklepy internetowe. Jeśli strona padnie pod ich naporem – odejdą do konkurencji. Sytuacja wygląda podobnie przed świętami. Warto zawczasu przygotować się na takie peaki zakupowe, aby w tych kluczowych dla biznesu tygodniach nie stracić sprzedaży z powodu takiego drobiazgu jak słaby performance strony.

Jako przedsiębiorcy otwieramy się na globalny rynek, wprowadzamy nowe wersje językowe strony, dostarczamy paczki na drugi koniec świata… a mimo to w kwestiach wydajności wciąż gubi nas myślenie lokalne. Dobrym przykładem na to jest wpadka, którą zaliczył Media Markt Polska podczas Black Friday. Firma nie przewidziała, że korzystna promocja na popularny smartfon ściągnie klientów również spoza granic Polski. Informacja o ofercie trafiła na portal Reddit, w efekcie generując w sklepie tak duży ruch, że serwery nie wytrzymały.Wnioski? Traktujmy badanie wydajności jako stały punkt w procesie rozwoju sklepu. Jeśli chcesz, aby Twój e-commerce odniósł sukces – upewnij się najpierw, że jest na niego gotowy. W tym również na ruch z całego świata i dodatkowe zamówienia.

– Michał Buczko, Chief Testing Officer w TestArmy

Uwaga! Nagłe zmiany ruchu na stronie nie zawsze łączą się z konkretnymi datami. Równie dobrze może spowodować je np. wzmianka o produkcie firmy padająca z ust influencera o wielotysięcznej publiczności. Podczas gdy fani ruszają masowo do sklepu zobaczyć co takiego chwali ich idol, serwery nie wytrzymują i strona przestaje odpowiadać.

Równie dużą siłę oddziaływania (choć niezbyt lubianą przez sprzedawców) mają potężne błędy cenowe. Wystarczy, że informacja o przypadkowej obniżce trafi na stronę dla miłośników okazji, a już za chwilę sklep zostanie zalany ogromnym, niespodziewanym ruchem.

Bronić się (przed sporym ruchem), czy się nie bronić?

Oto jest pytanie!

Zdawałoby się, że jeśli do Twojego sklepu pędzi masa klientów, spragniona oferowanych przez Ciebie towarów, nie ma nic głupszego niż zamknąć im drzwi przed nosem. Czy więc zawsze warto dołożyć wszelkich starań, aby strona udźwignęła nagły pik zakupowy? Niekoniecznie.

Jak to zwykle w biznesie bywa, odpowiedź brzmi: to zależy. Giganci e-handlu, których stać na sprostanie każdym wyzwaniom wydajnościowym, zazwyczaj starają się to robić. Ba, nawet im się to opłaca. Za przykład weźmy znaną firmę technologiczną. Doskonale zdaje sobie ona sprawę ze zwiększonego ruchu w momencie wypuszczenia nowego modelu flagowca. Co jakiś czas odnotowuje też zwiększony ruch w sklepie, gdy znany bloger technologiczny wspomni o jej produkcie. Jedno i drugie wydarzenie wspiera markę, podnosi sprzedaż, słowem: opłaca się – i tak samo opłaca się inwestowanie sporych pieniędzy w serwery, aby sklep był zawsze dostępny dla potencjalnych klientów.

Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy mowa o małym, niszowym sklepiku z rękodziełem. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia piękne i unikatowe produkty zostają zauważone przez znaną blogerkę modową i wspomniane w jej relacji na Instagramie. Liczba wyświetleń relacji rośnie z minuty na minutę, a wraz z nią – liczba szturmujących sklep elegantek, spragnionych produktu polecanego przez ich guru. Wreszcie serwer pada… i bardzo dobrze! Właścicielka sklepu i tak nie byłaby w stanie zrealizować tak dużej ilości zamówień, a stałe utrzymywanie serwerów w oczekiwaniu na sytuację powyżej również nie brzmi rozsądnie.

Jak widać, w biznesie nic nie jest zero-jedynkowe i nawet doskonały performance strony nie zawsze jest pożądany.

Co można z tym wszystkim zrobić?

Powiedzieliśmy już co nieco o skutkach zaniedbania kwestii wydajności. Pozostaje przejść do rozwiązań. Sensowny schemat działania, którego zwieńczeniem będzie poprawa wydajności strony (sklepu, aplikacji) wygląda następująco:

Monitoring strony (Ułatwi przetestowanie wydajności. Jeśli startujemy bez monitoringu, rozważmy jego późniejsze wdrożenie) -> Testy wydajności (W celu ustalenia sytuacji zastanej, znalezienia wąskich gardeł i obszarów do poprawy) -> Optymalizacja (… i dalszy monitoring. Monitoringu nigdy za wiele 😉)

O monitoringu strony powiemy jeszcze kilka słów nieco później, tymczasem skupmy się na testach wydajności. W Internecie znajdziecie różne podziały, ale na potrzeby tego artykułu wyróżnimy cztery główne rodzaje testów:

  • Load testy – w ich przypadku sprawdzamy czy strona/sklep/aplikacja wytrzyma oczekiwany przez nas ruch. Możemy w ten sposób zobaczyć jej reakcję na przewidywane przez nas codzienne obciążenie, np. przed oddaniem jej do użytku użytkownikom;
  • Stress testy – mają na celu zdefiniowanie krytycznego obciążenia. Tym razem nie symulujemy realnych sytuacji, ale dokładamy ruchu ile tylko się da, aby zobaczyć w którym momencie strona nie wytrzyma; 
  • Peak testy – jak sama nazwa wskazuje, to testy na peaki zakupowe: duże obciążenie, pojawiające się zwykle 1-2 razy w roku (dla kwiaciarni internetowej będzie to np. Dzień Matki);
  • Endurance testy – nawet jeśli strona jest w stanie obsłużyć spory ruch przez godzinę-dwie, nie oznacza to, że podoła temu zadaniu w dłuższym czasie. Dobre porównanie mają tutaj stali bywalcy siłowni: niejeden amator będzie w stanie podnieść (choć na chwilkę) stu kilogramową sztangę, ale dopiero zawodowiec wyciśnie ją nad główą kilkanaście i więcej razy…

Jeśli głowisz się teraz, który z powyższych testów wybrać dla swojej strony… stop! Nie tędy droga.

W przypadku testów wydajnościowych nie warto skupiać się na jednym lub dwóch rodzajach. To trochę tak, jakby średniowieczni władcy podczas oblężenia zamku kierowali wszystkie siły do obrony głównej bramy, podczas gdy wróg zakrada się od tyłu… Niestety, nigdy nie wiesz, co uderzy w wydajność Twojej strony – w związku z tym musisz wzmacniać wszystkie jej aspekty. Tylko kompleksowe podejście da Ci realną szansę na wygraną w postaci sklepu zawsze otwartego dla klientów – nawet jeśli przybędzie ich znacznie więcej niż zwykle.

Testy zrobione. Co dalej?

Testowanie wydajności to element projektowania aplikacji jak każdy inny, i tak samo jak w przypadku samego testowania, pozostawienie go na sam koniec kończy się drogimi naprawami. Przy poprawie wydajności powinno sie stosować tą samą zasadę co przy testowaniu funkcjonalnym – im szybciej znajdziemy potencjalne problemy, tym naprawa będzie tańsza.

– Maciej Wyrodek, Technical Leader w TestArmy

Optymalizacja

Testowanie dla samego testowania nie ma najmniejszego sensu. Niezależnie czy mowa o testach funkcjonalnych, bezpieczeństwa, czy właśnie wydajnościowych, wykonujemy je, aby zlokalizować słabe punkty strony (sklepu, aplikacji itd.), które następnie należy po prostu wyeliminować. Potem pozostaje już tylko praca nad optymalizacją wydajności.

Monitoring – trzymaj rękę na pulsie!

Jest jeszcze jedna kwestia, którą warto poruszyć w kontekście wydajności – monitoring. Jeśli jeszcze nie korzystasz z narzędzia do monitorowania na bieżąco ruchu w Twoim serwisie, czas abyś zaczął. Pozwoli Ci to trzymać rękę na pulsie nie tylko co do nagłych peaków zakupowych, ale też  w kwestiach bezpieczeństwa, a więc na przykład kiedy Twoja strona padnie ofiarą ataku DoS.

DOS (ang. Denial of Service, blokada usług) to typ ataku polegający na przeciążeniu strony sztucznie wygenerowanym ruchem, aby uniemożliwić jej działanie. Monitoring pozwala na wykrycie takiej anomalii, umożliwiając tym samym szybką i skuteczną reakcję.

Co ciekawe, monitorowanie ruchu ma sens nie tylko w kontekście wykrywania niepokojących zjawisk na stronie, ale stanowi też doskonałe wsparcie dla testowania wydajności. Dane o tym jak rozkłada się ruch w serwisie pomogą testerowi zlokalizować wąskie gardła, 

Plan B

Czy wiesz co zrobić, jeśli strona mimo wszystko nie wytrzyma? Zaskakująco wiele przedsiębiorstw nie posiada spisanych żadnych procedur co robić w sytuacji, gdy system odmówi współpracy. To duży błąd! Nie ma nic gorszego niż paniczne poszukiwanie rozwiązań w momencie, gdy potrzebne są one na już. Dlatego kwestie tego co robić w danych przypadkach lepiej przemyśleć wcześniej zamiast zajmować się nimi post factum.

Oto parę tematów do przemyślenia:

  • Czy Twoi pracownicy wiedzą co robić, gdy strona przestanie działać? Jakie działania podjąć, z kim się skontaktować?
  • A czy wiedzą co robić, gdy system zbliża się do granic możliwości? Czy raczej pozostaje im obserwowanie bezsilnie niczym orkiestra na Titanicu, jak sprawy przybierają coraz gorszy obrót?
  • Czy zespół wie jak przywrócić działanie systemu po jego awarii?

To tylko kilka kwestii wartych poświęcenia uwagi. Niegłupim pomysłem jest też zainteresowanie tematem działu marketingu/PR. Takie rzeczy jak komunikat o awarii warto mieć przygotowane zawczasu, zamiast pisać je na kolanie w momencie, gdy system nagle padł a rzesze rozwścieczonych i żądnych wyjaśnień klientów nie mogą dostać się na stronę.

Podsumowując

Do tematu wydajności warto (a wręcz trzeba) podejść kompleksowo. Tylko zajmując się wszystkimi jej aspektami będziesz miał pewność, że Twoja strona będzie zawsze dostępna dla użytkowników. Powodzenia!

Oceń artykuł:

Agnieszka Polak

Agnieszka Polak 13.11.2020

Content Marketing Specialist. Bardziej niż liczby, interesują mnie ludzie, którzy za nimi stoją, dlatego na pierwszym miejscu stawiam nie KPI, ale to, żeby treści, które tworzę, były interesujące i użyteczne.

Comments are closed.
Wyszukaj
Kategorie